| Amaltea zwana Amelką |
Nasza koza nie tylko farbuje sobie na rudo brodę,
To Amelka. Jest u nas od kwietnia 2005 roku. Od początku była nieco kapryśna, jak tylko kozy być potrafią. Meczała, domagała się towarzystwa, a mówiąc szczerze trzeba było siedzieć gdzieś blisko niej, by nie płakała rozpaczliwie. Ukoić cierpienie mógł tylko rogalik z marcepanowym nadzieniem. Moja mama dla świętego spokoju czytała jej "Koziołka Matołka". |
ale i pali papierosy.
Nauczył ją tego Grzegorz.
Druga koza, którą kupiliśmy bez wyraźnego powodu i celu, sprawia wrażenie normalnej, ale to chyba tylko pozory.
|
Amelka rozmnaża się z wielką łatwością, a za mężów ma zwykle dorodnych capów.
|
|
Jej porody przeżywam bardziej, niż ona sama. Towarzyszę jej w obórce, staram się jakoś ulżyć cierpieniom, a kiedy wreszcie pojawiają się maleństwa, nie mogę się nimi nacieszyć. Przygotowania do porodu trwają zwykle dobę, ale sam poród trwa sekundy. Poniżej filmiki z porodówki. Maleńkie kózki są bardzo niezależne i dzielne. W kilkanaście minut po narodzinach starają się stanąć na swoich chudych długich nóżkach i natychmiast domagają się mleka. Weronka i Boluś.
|
Zwykle rodziły się dwie kózki: biały był capek, brązowa dziewczynka. W ubiegłym roku były jednak aż trzy "niemowlęta". Jedno, niestety, nie przeżyło. Po ostatnim porodzie Amelka miała zapalenie macicy, więc kilka dni karmiliśmy małe sami, "po palcu". Przez to były bardziej oswojone, bez wahania wbiegały do domu, kradły okulary i książki, a potem wylegiwały się na kanapie.
To Bolek na salonach... A tu ten sam Boluś, już jako głowa wielkiej koziej rodziny w Iwanowicach Włościańskich.
|
| strona główna | poprzednia strona |