Nasza sunia

była z nami od początku. Przyjechała w aucie wyładowanym pod dach najprzeróżniejszymi gratami.
Dla niej pierwsze dni pobytu tutaj były pełne wrażeń, ale i niepewności. Najchętniej siedziała w samochodzie czekając, kiedy wreszcie stąd wyjedziemy.
Ale, jak każdy owczarek, miała też wielką potrzebę pilnowania obejścia. Nie dało się jednak sprecyzować, czego ma pilnować, bo gospodarstwo nie było ogrodzone.
Najbardziej denerwowała ją krowa pasąca się kilka zagonów dalej. Krowie to najwyraźniej nie przeszkadzało, żuła sobie trawę z filozoficznym spokojem.

Masza nauczyła się pić kawę z filiżanki i zawsze sprawia jej to wielką frajdę. Mniej picie kawy, bardziej popisywanie się.

Wkrótce zaczęły nas odwiedzać urocze szczeniaczki od sąsiadów. Szybko się zadomowiły i uwielbiały  sypiać z naszymi kotami.

Niebawem od tych samych sąsiadów przeprowadził się do nas pies...

Dingo czekał na nasz przyjazd, a kiedy się zjawialiśmy, jego psie oczy płakały z radości.

Potem w jego życiu zaszły radykalne zmiany, albowiem jeździł wraz z nami do Krakowa. Musiał nauczyć się podróżować autem, spacerować po ulicach miasta w obroży i kagańcu, siusiać trzy razy dziennie w ściśle wyznaczonym miejscu. W razie niepewności naśladował sukę, obytą z cywilizacją.

Śmiała i radykalna decyzja Dinga naraziła na szwank naszą z sąsiadami przyjaźń. Są to ludzie zacni, niezwykle życzliwi i przyjaźnie nastawieni do  zwierząt, trudno zatem się dziwić, że  zdrada psa mocno ich zabolała.

Kiedy Dingo zdecydował, że w jego życiu liczy się już tylko nasza suka, zrobił wykop pod ogrodzeniem  i zamieszkał przy naszym domu.

 

Odtąd on i sunia byli nierozłączni. Po tę sielankę zwykle podpinał się też kot.

 

Psia miłość owocowała. Masza miała skłonność do ciąż mnogich. Rodziła bez wysiłku i z dużą wprawą. 

Poniżej filmik"akcji". Tylko dla wytrzymałych, bo jest to relacja z porodu. Jeśli ktoś nie widział, jak szczeniaki wypływają z suki, niechaj cierpliwie poczeka na załadowanie filmu.

Nie była nazbyt troskliwą mamą, bo sto razy bardziej ciekawiło ją, co się dzieje na podwórzu, niż powód, z jakiego szczeniaki skomlą.

Masza ma wredny babski charakter, jest zazdrosna, nerwowa, histeryczna i szalona. Dingo zaś mógłby służyć za wzorzec stoicyzmu.

Szczeniaki były cudaczne, zmutowane, zdrowe i radosne.

Te podobne do tatusia miały charakter suki, zaś klony mamusi cechował flegmatyzm Dinga.

Kiedy w Moczydle zamieszkał Grzegorz, przeprowadziły się tutaj także jego dwa psy. Pies ma na imię Solo, ale nazywamy go Leon, suczka to Pietruszka, zwana dla uproszczenia Adwokatką Leona.

Dingo i Leon walczą o wpływy, więc często są po dwóch  stronach ogrodzenia. Wtedy każdy ma swoje terytorium do obsikania.

strona główna poprzednia strona