Człowiekowi, jaki siedzi przy umierającym, może się zdawać, iż rozwikłuje skomplikowaną egzystencjalną zagadkę. Że mianowicie dowiaduje się bliżej czegoś o umieraniu. Nic podobnego.

Śmierć pozostaje niezbadana i niezależna. Jeszcze mniej wie o śmierci sam umierający. Myślę, że te godziny przed odejściem schodzą mu na znalezieniu sobie wygodniejszej pozycji w łóżku. Wszystko inne zdaje się być odległe i nieistotne.

Tato nie miał świadomości, że umiera. Przynajmniej nie dawał tego poznać. Nie rozmawiał z nami o swej woli, nie żegnał się z nami, nie zostawił testamentu. Wciąż wierzył, że wnet wstanie i wróci do domu.


wróć Jak odchodzą najbliżsi...