|
Nie wykosztowaliśmy się przy
tej okazji. Wszystko, co zagraca nasze domostwo, pochodzi z odzysku, zostało
wyłudzone, podarowane lub znalezione.
Meble
dobierane były nie według potrzeb lub gustu, lecz na skutek zbiegu
okoliczności.
A obok chiński zegar
wygrzebany na śmietniku w duńskim mieście Aarhus.
Łoże kupił Lucjan w komisie meblowym, ale wkrótce okazało się dla nas za wielkie.
Na początku mieliśmy tylko stare szafki kuchenne, popsute i bez drzwiczek. Spaliśmy na modrzewiowych łóżkach wyścielonych najprawdziwszymi siennikami.
W końcu sąsiadka podarowała nam dwa fotele. Przez pierwsze dni to na nich odpoczywaliśmy.
Ważnym elementem
wystroju było okno.
Teraz
w miejscu okna są drzwi balkonowe prowadzące wprost do ogrodu. |
Kredens wędrował po pokoju, podobnie jak reszta mebli.
Stół i krzesło na pierwszym planie stały 45 lat temu w moim krakowskim mieszkaniu. Kredens podarowała nam Maria, a Lucjan pięknie go odnowił.
Waza na kredensie pochodzi ze Lwowa, gdzie
należała niegdyś do polskiej rodziny.
Szafy należały do ciotek mej mamy,jeszcze przed wojną, i ponad 60 lat stały w ich krakowskim mieszkaniu przy ul. Barskiej 13. Potem przez lata wędrowały od wsi do wsi jako niemodne, aż wylądowały w oborze dalekiego krewnego. Odnalazłam je, odnowiłam i znów nam służą, przywołując wspomnienie mego dzieciństwa.
|
|
Kuchnia początkowo mieściła się w dawnej oborze, potem przenieśliśmy ją do niewielkiego pomieszczenia, które pierwotnie także było kuchnią. |
![]()
|
![]() |
|
![]() |
|
|
Z czasem kuchnia zmieniła wygląd, trafiły do niej
stare meble, które pochodziły z czasów, gdy byłam nomadem. Przez lata
stały w krakowskiej kuchni, aż w końcu wylądowały w Moczydle.
|
A ten
parawan przywieźliśmy ze Lwowa. Należał do znanej artystki ukraińskiej
Henrietty Lewickiej. Wcześniej dekorował jakiś polski dom.
|
| Do zasadniczej
bryły domu dobudowaliśmy ganek, gdzie znalazły miejsce
mini łazienka z wc
i roboczym zlewem
oraz sporo drzwi. Jedne z nich prowadziły do tajemniczego pomieszczenia zwanego Ceglanym Domkiem. |